Jak każdy ignorant w dziedzinie nauk ścisłych mam tam swoje fascynacje, które są źródłem romaitych moich upojeń. Bez wstydu więc rzucam ten pełen anegdot i przeinaczeń tekst o wielkim uczonym, którego już mało kto pamięta.

 

Nocą, kiedy spaceruję po Pradze
Idee pojawiają się w mojej głowie jak błyski światła
i ujawnia się sedno prawdy...
Nicola Tesla.
 
 
7 stycznia 1943 roku do jednego z apartamentów w Hotelu New Yorker wkroczyli dwaj agenci FBI. Pokój był pusty, zwłoki zamieszkującego go od 10 lat człowieka zabrał przedsiębiorca pogrzebowy kilka godzin wcześniej. Agenci rozpoczęli gruntowną rewizję pomieszczenia, choć to czego szukali leżało tuż pod ich nosami – w szufladzie biurka.
 
10 lipca 1856 roku w rodzinie zamożnego serbskiego chłopa, który osiedlił się we wsi Smiljanaje w monarchii Austro –Węgierskiej urodził się chłopiec – Nicola. Ojciec mający dość mgliste wyobrażenie o świecie, który rozpościerał się za otaczającymi wioskę wzgórzami, nie zastanawiał się długo nad wyborem drogi życiowej dla swojego syna. Postanowił zrobić z niego popa.
Zapewne dużo złego można by powiedzieć o stosunkach panujących w apostolskim cesarstwie Franciszka Józefa, w żaden sposób nie można by jednak skrytykować poziomu szkół i uczelni działających w cesarstwie, ani kwestionować kompetencji pracujących tam nauczycieli. Dzięki jednemu z takich nauczycieli, młody Nicola uniknął losu, do którego ani Bóg, ani zdolności nie przeznaczały go na pewno. Chłopak już w wieku 12 lat znał na pamięć tablice logarytmiczne, a jako 17 latek skonstruował silnik elektryczny. Nauczyciel z wiejskiej szkoły (gdzie te czasy!) wystarał się dla niego o stypendium i młody Tesla rozpoczął studia na Politechnice w Grazu. Studiował potem w Pradze. Tam prace nad elektrycznością i konstruowanie silników przerodziło się u niego w prawdziwą obsesję. Nicola nie miał przyjaciół, jego monstrualnie precyzyjny umysł rozwijał się i przytłaczał wszystkich. Pomysły goniły pomysły, żadne z nich nie były akceptowane przez otoczenie i żadne nie miały szans na realizację w warunkach, które panowały w państwie Habsburgów. W Pradze po raz pierwszy ujawniły się obsesje Tesli, stawiające go na granicy paranoi. Nie znosił hałasu, brzęczenie muchy przyprawiało go o zawroty głowy, nie mógł dotykać ludzkich włosów, bo od razu mdlał, skrzypienie łóżka było torturą – skonstruował do niego specjalne amortyzatory. Geniusz Tesli żył jak wielki tropikalny motyl zamknięty w słoiku po musztardzie. Udręka ta trwała do roku 1883.
 
Od 1883 Nicola Tesla pracuje dla najsłynniejszego wynalazcy wszechczasów Thomasa Edisona. Edison przejrzawszy jeden z nadesłanych mu przez Teslę projektów, zaprosił nieznanego serbskiego geniusza do USA.
Inżynier z Pragi pracował w zakładach Edisona aż do chwili, gdy ten polecił mu sporządzić projekt zwiększenia mocy pracujących dla niego elektrowni o 50%. Edison obiecał wypłacić mu za udany projekt 50 tysięcy dolarów.
Tesla pracował rok i zwiększył produkcję prądu. Nieopatrznie zaproponował jednak Edisonowi, by przestawił turbiny swoich elektrowni na prąd zmienny. Nie wiadomo dlaczego wielki Edison wpadł we wściekłość. Biografowie i kronikarze tamtych lat twierdzą, że Edison wcale nie był tak wielki, jak chcieli to widzieć piszący o nim dziennikarze.  Poza tym Edison był po prostu przestraszony umysłem Tesli, jego możliwościami i łatwością, z jaką te przenosiły się na papier. Zamiast wypłacić współpracownikowi obiecane pieniądze, wyrzucił go na bruk. Edison uznał, że planeta Ziemia jest zbyt mała, by zamieszkiwało ją dwóch geniuszy o zbliżonych możliwościach.
 
Na szczęście histerie Edisona nie wpływały na jego wspólników. Jeden z nich, biznesmen John P. Morgan, przekonał Teslę, że powinien otworzyć własną fabrykę i własną elektrownię; powierzył mu nawet potrzebne do rozkręcenia tego interesu pieniądze.
Prąd zmienny okazał się początkiem rewolucji przemysłowej - dziś nie wyobrażamy sobie bez niego życia. Tesla równocześnie z pracami na silnikami elektrycznymi zasilanymi taką właśnie energią, prowadził prace nad turbiną wodną. W 1896 otwarto pierwszą elektrownię wodną produkującą prąd zmienny zasilający odległe o wiele kilometrów miasta. W tym czasie Edison przekupywał dziennikarzy, by pisali o tym, że zmienna energia jest szkodliwa dla zdrowia i niepotrzebna w gospodarstwie domowym.
Tesla triumfował. Nie zbyt długo jednak, bo Morgan i jego wspólnicy zmusili wynalazcę do tego, by sprzedał wszystkie swoje pomysły i patenty dotyczące prądu zmiennego.Małą pociechą było to, że zmusili także Edisona do tego, by przestawił wszystkie swoje zakłady na prąd zmienny.
 
Prawdziwą obsesją Tesli było skonstruowanie urządzenia przesyłającego prąd elektryczny na odległość bezprzewodowo. Kiedy James Maxwell wyłożył światu teorię elektromagnetyzmu, Tesla był już bliski zmaterializowania swoich marzeń. Nie zbudował wprawdzie maszyny przesyłającej prąd bezprzewodowo, ale zbudował cewkę wysokonapięciową. Stąd był już tylko krok do przesyłania na odległość dźwięku, czyli do najprawdziwszego radia. Nad budową radia równolegle z Teslą pracował Gugliemo Marconi. Opatentował swój wynalazek dwa dni (!!!!) przed Serbem. Użył do jego budowy wysokonapięciowej cewki Tesli, która była już opatentowana. Było to ewidentne oszustwo, ale świat uznał Marconiego za geniusza, wręczono mu nawet nagrodę Nobla.
Tesla szalał. Przez wiele lat procesował się z Marconim, stracił na adwokatów wszystkie pieniądze. Z powszechnie znanego i szanowanego milionera, stał się ubogim rezydentem nowojorskiego hotelu. Przez ostatnie 10 lat życia pisał już tylko do szuflady.
Tę właśnie szufladę otworzyli dwaj agenci federalni, którzy przetrząsali jego pokój 7 stycznia 1943 roku. Znaleźli tam opasłą teczkę pełną notatek, wykresów i rysunków. Związali ją mocno sznurkiem, a jeden z nich nabazgrolił na okładce słowa – ściśle tajne. Potem wyszli.
 
W 1931 roku w fabryce samochodów Pierce Arrow w mieście Buafflo stan Nowy Jork testowano prototyp automobilowego silnika elektrycznego. W doświadczeniu miał wziąć udział Nicola Tesla. Zażyczył on sobie, by wmontowany do samochodu silnik o mocy 80 koni mechanicznych podłączono do sprzęgła i skrzyni biegów, przewody zasilające zaś miały być odłączone od źródła zasilania, miały sobie ot tak sterczeć w powietrzu. O umówionej porze Tesla przybył z Nowego Jorku, obejrzał silnik, po czym udał się do najbliższego sklepu ze sprzętem radiowym. Tam zakupił garść lamp elektronowych, przewodów i oporników. Skonstruował z tego wszystkiego obwód i wepchnął do kartonowego pudełka o wymiarach 24x12x6 cali. Pudełko Tesla położył na przednim siedzeniu samochodu i podłączył je do silnika, następnie wyciągnął z pudełka dwa pręty o średnicy ¼ cala na długość 3 cali. Sam usiadł na siedzeniu kierowcy, włączył silnik i pojechał. Samochód napędzany skonstruowanym na chybcika pudełkiem z lampami i drutami w środku rozwijał prędkość 90 mil na godzinę (ok. 180 km).
Tesla jeździł tym samochodem cały tydzień, dziennikarze biegali za nim i bezskutecznie próbowali dowiedzieć się, skąd pochodzi prąd, którym zasilany jest motor. Kiedy go o to pytali, wynalazca odpowiadał, że – z otaczającego nas eteru. Taka odpowiedź nie mogła zadowolić dziennikarzy, napisali więc, że Tesla zwariował i że jest w zmowie ze złowrogimi siłami wszechświata. Wynalazca wściekł się nie na żarty. Zabrał swoje pudełko z przedniego siedzenia i pojechał pociągiem do Nowego Jorku. Nigdy więcej nie wspominał o tym doświadczeniu. Eksperymenty z silnikiem elektrycznym w samochodach przerwał wielki kryzys lat trzydziestych.
 
Po przegranej z Marconim, Tesla zajął się robotyką, po prostu wynalazł roboty, napędzał je urządzeniem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie dziś życia – pilotem. Świat był jednak wtedy zbyt młody i niedoświadczony, by właściwie rozpoznać przydatność tego rodzaju wynalazków – nikt nie zainteresował się robotyką, uznano to za dziwactwo.
Tesla opatentował ponad 700 wynalazków, wszystkie zostały po jego śmierci objęte klauzulą ściśle tajne, a teczka, gdzie znajdowały się jego ostatnie notatki powędrowała do archiwów Pentagonu.
Rząd USA, który odmówił mu poparcia w sporze z Marconim, przyznał mu rację tuż po śmierci – uznano, że to Tesla był wynalazcą radia!
 
Wielu wierzyło, że Nicola Tesla, przybysz z nikomu nieznanego kraju, jest w zmowie ze złymi mocami, wierzyli w to nawet ludzie wykształceni. Tesla za pomocą swoich generatorów potrafił wytwarzać prąd o napięciu 12 milionów volt. Ziemia drżała podczas tych eksperymentów. Tesla nigdy nie kłamał i uwielbiał droczyć się dziennikarzami. Powszechnie wierzono, że potrafi wytwarzać pioruny kuliste, a on temu nie zaprzeczał. Kiedy jednak na konferencji prasowej zwołanej w kwietniu 1908 roku oznajmił, że zbudował maszynę, dzięki, której może zniszczyć dowolne miejsce na Ziemi, nikt mu nie uwierzył. Nikt również nie skojarzył tej deklaracji ze zdarzeniem, które miało miejsce dwa miesiące później – w czerwcu 1908. W tajgę nad rzeką Dolna Tunguska uderzył z ogromną siłą meteoryt. Najsłynniejszy meteoryt świata, który...nigdy nie został odnaleziony. Przeszukiwano las centymetr po centymetrze, osuszono sporej wielkości bagno, na dnie którego miały spoczywać resztki kosmicznego wędrowca. Znaleziono tam wielki korzeń drzewa.
Nicola Tesla nigdy więcej nie wspominał o swoim niszczycielskim urządzeniu.