Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
419 obserwujących 2903 notki 12048258 odsłon
coryllus, 2 września 2012 r.

O sposobach opowiadania historii

 Wielokrotnie spotykałem się z opinią, że sukces blogów i blogosfery wynikał z tego iż blogerzy poruszali treści nieobecne w oficjalnych mediach. To jest tylko część prawdy i to ta mniejsza część. Treści bowiem, o które tak walczyliśmy były przecież obecne wszędzie, w naszych domach, w naszych głowach i sercach. Nagle okazało się, że można się tymi treściami wymieniać i korespondować na ich temat i to jest po prostu coś wspaniałego. To był sukces blogosfery. Ale nie był to sukces pojedynczych blogerów. Ten wiąże się bowiem z kwestią formy. I to jest o wiele moim zdaniem ważniejsze. Ja tu nie chcą popadać w jałową i całkowicie sfingowaną dyskusję o wyższości treści nad formą czy na odwrót. Nie ma takiego problemu w ogóle. Chodzi o to, że sukces indywidualny wiąże się z przekazywaniem treści do tej pory ukrywanych tylko trochę, a głównie polega na odważnym poszukiwaniu nowych form przekazu i podejmowaniu ryzyka. Ja tu już wielokrotnie przywoływałem przykład Toyaha, który od początku jak tylko zacząłem go czytać, był dla mnie skończoną, formalną doskonałością. Człowiekiem, który w jakiś tajemniczy sposób dorobił się takiego sposobu pisania, że przyciąga to ludzi i wprawia ich w drżenie.

Jeśli autor o tym zapomni lub tego zaniecha, stanie się więźniem getta o nazwie „salon24” lub jakiegoś innego. A wydostanie się stamtąd nie jest wcale proszę Państwa łatwe. No i oczywiście będzie musiał przyjmować reguły rządzące gettem, co może mu się wydawać nawet atrakcyjne w pewnych momentach, ale w istocie jest zgubne i zawsze prowadzi do katastrofy czyli zapomnienia. Problem formy i sukcesu to także problem szerszy, dotyka on bowiem rzeczy dla nas szalenie ważnej, czyli sposobu w jaki opowiadamy naszą historię. I nie chodzi tu o to w jak ją opowiadamy sobie nawzajem, chodzi o to, że my ją chcemy opowiadać obcym i oczekujemy od nich zainteresowania. Tego zaś zwykle brakuje, a jeśli już jest to obłożone jakimś pobocznym interesem.

Tak się składa, że spotykam się ostatnio z różnymi ludźmi, którzy mają wiele uwag do mojego projektu, zatytułowanego jak pamiętacie „Baśni jak niedźwiedź”. Uwagi te mają różną temperaturę, ale głównie chodzi o to, że ten czy ów człowiek wie lepiej jak realizować taki pomysł i uważa, że gdyby on się za to zabrał sukces byłby natychmiastowy i pełny. Po takim wstępie zwykle rozmówca mój przystępuje do poprawiania książki. Przede wszystkim trzeba zmienić tytuł. Tytuł jest słaby, zły wręcz i nic nie znaczący. Musi być inny. Bardziej precyzyjny. Ta książka powinna się nazywać „Wybitni Polacy”, albo „Wielcy i odważni Polacy”. No i koniecznie trzeba wyrzucić z niej te rozdziały, które przeczą bohaterstwu Polaków lub pomawiają ich wręcz o jakieś złe cechy. Kiedy to zrobimy sukces przyjdzie sam.

I ja tu nie chcę bynajmniej szydzić z ludzi, którzy myślą w ten sposób, ja tylko chcę podkreślić jak upiorna jest taka pokusa i jak źle się ona za każdym razem kończy. Książek pisanych w ten sposób było już przecież całe mnóstwo i one za każdym razem lądowały w kadzi z pulpą po chwilowej jedynie obecności na rynku. Nikt ich nie chciał i nikt za nie nie płacił. Z tego faktu ludzie wyciągają zwykle jeden wniosek, całkowicie fałszywy, brzmi on: treści umownie zwane patriotycznymi są nieatrakcyjne i słabe. W najlepszym razie mówią o sprawach ponurych i okropnych przez co nie pomagają realizować się towarzysko.

Ja zauważyliście zapewne mamy tu znany skądinąd schemat pułapki semantycznej, która wielu ludzi całkowicie paraliżuje i nie pozwala im nawet na to by zwrócić oczy ku Polsce, że o zainteresowaniu się nią głębiej nie wspomnę. Innych zaś pcha ku rozedrganym i fałszywym emocjom, mającym zastąpić...co? Formę właśnie. Bo forma jest tutaj najważniejsza. Nie da się niestety opowiadać o Polsce bez postawienia sobie wcześniej celu i dopracowania stosownych ku jego osiągnięciu narzędzi.
Do tego zaś potrzebna jest odwaga. No i upór, bo pokus po drodze jest mnóstwo. Pokusy te działają na prostej zasadzie – łudzą nas chwilowym sukcesem. W dodatku zwykle jest to sukces tego samego gatunku: podobny do Łysiaka. Należy tego unikać jak ognia i uporczywie szukać dróg własnych. Co jeszcze jest potrzebne na tej drodze ku formie doskonałej i właściwej? Nie trzeba się za bardzo przejmować poklaskiem publiczności, ani tegoż poklasku brakiem. To także łatwa pokusa i bywa, że źle się kończy. Wierność swoim własnym koncepcjom, żeby nie powiedzieć obsesjom jest stokroć ważniejsza. No i oczywiście trzeba unikać kompromisów. I nie bać się rozmachu.

Wróćmy jednak do treści patriotycznych i polskich. Wiele włożono przez lata wysiłku w to, by uczynić je nieatrakcyjnymi. Wiele wysiłku wkłada się nadal w to, by nie korespondowały one w żaden sposób ze współczesnością. Najwięcej zaś pracuje się nad tym by skrajnie je zinfantylizować. Udział w tym ma wielu prawdziwych i fałszywych patriotów, którzy karmią się przykrym złudzeniem, że Polska to jest coś łatwego, co wymaga – najwyżej – śmierci na barykadzie. I ludzie ci mówią o tym wprost, choć śmierć znają jedynie z filmów, a barykady z rekonstrukcji historycznych. To im w ogóle nie przeszkadza.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tagi

Tematy w dziale