coryllus coryllus
4649
BLOG

Poczet salonowych durniów

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 36

 Ponieważ co jakiś czas, jeden czy drugi bloger uważa za stosowne nawrzucać mi od idiotów, sugerować, że mam jakieś zaburzenia, wręcz zespół Touretta, albo opowiadać, że jeżdżę po Grodzisku samochodem z nieważnym przeglądem, administracja zaś na owe zaczepki i chamstwo nie reaguje w żaden sposób, pomyślałem, że ja także mogę się jakoś tym ludziom odwdzięczyć.

Mamy więc poczet salonowych idiotów, którzy kompromitują się każdym wpisem, ale nawet tego nie zauważają. Niektórzy tacy jak Amstern żyją w głębokim przekonaniu, że miejsce, w którym się znajdują daje im tak bezwzględną przewagę iż po prostu nie muszą się przejmować kompromitacjami będącymi ich udziałem. Amstern wrzucił tu swego czasu piosenkę, która w wyraźny ale przewrotny sposób szydziła z takich jak on. Nasz biedny salonowy, dobry Niemiec, nie pojął jednak jej sensu i myślał, a sądzę, że myśli do dziś, że jest to piosenka o złym Kaczyńskim. W mojej ocenie Amstern, po odejściu pantryjoty jest najbardziej wyrazistą postacią w gronie salonowych durniów. Są tam jeszcze oczywiście inni, jest pani zukosa, chora z nienawiści i niemożności, która swego czasu zarzuciła mi wyuczoną bezradność. Jest też Euromir, który wczoraj zwyciężył w tym wyścigu dookoła sołtysowej jabłonki pisząc na mój temat trzy teksty. Najpierw zwrócił mi uwagę, że źle odmieniam słowo męki, bo nie powinno się pisać tak jak ja napisałem, czyli „mąk”. Ja nie wiem jak się powinno pisać według Euromira, ale pewnie „męk”. I dodał jeszcze, że robię błędy w koniugacji. Ja go wyrzuciłem rzecz jasna, nie czytając ani jego komentarza, ani jego idiotycznych tekstów. Dziś dopiero zadzwonił Toyah i powiedział mi, że Euromir myli koniugację z deklinacją, no i nie ma pojęcia o tym jak się odmienia wyraz „męki”. Ma jeszcze przy tym czelność mnie pouczać i mądrzyć się w trzech po kolei tekstach, wymyślając mi przy tym i szydząc. Ja nie wiem skąd się biorą tacy ludzie, ale hasło, które umieścił sobie ów człeczyna na blogu mówi wszystko. Brzmi ono: tak jak kocham piękne piękne kobiety, czerwone wino i wesoły śpiew, tak nie znoszę rasizmu. To jest proszę państwa deklaracja jaką mógłby złożyć pensjonariusz domu dla obłąkanych w Abramowicach pod Lublinem, wiszący przez cały dzień na ogrodzeniu, w nadziei, że ktoś z przechodniów poczęstuje go papierosem „Giewont”. Byłaby to jego odpowiedź na zadane prze lekarza pytanie: czy w pańskiej rodzinie ktoś chorował na hemoroidy?

Na dzień dzisiejszy Euromir jest po prostu mistrzem, nie ma nikogo kto mógłby go pokonać. Kiedyś wśród tych erudytów od siedmiu boleści i ósmego smutku wyróżniał się jeszcze Walburg. Kiedy w którymś tekście powróciłem kolejny raz to zapomnianej już serii książek o malarzach, napisanych przez francuskiego pisarza Henri Perruchot, stwierdził z tą swoją charakterystyczną berlińską pewnością, że on czytał je wszystkie, naprawdę wszystkie, w tym biografię Modiglianiego. Jasne, że takiej akurat biografii Henri Perruchot nie napisał, ale kto by się tym przejął. Na pewno nie faceci, aspirujący do roli duchowych przewodników i piszący słabe teksty i nagrobkach przebrzmiałych sław, takich jak Marlena D.

Nie mam dziś za wiele czasu, bo jadę do Poznania, muszę jeszcze ugotować barszcz dla rodziny i porozumieć się z drukarnią. Wczoraj oddaliśmy do druku pierwszy numer kwartalnika „Szkoła nawigatorów”. Mam nadzieję, że uda się go wydrukować na Wrocławskie Promocje Dobrych Książek czyli na 5 grudnia. Coś tam musiałem jeszcze poprawiać, ale ogólnie jest dobrze. Na stronie www.coryllus.pl można już obejrzeć okładkę naszego kwartalnika. W środku, prócz tekstów, jest także kolorowa wkładka ze zdjęciami oraz rysunek niewolnika. Bardzo dobry, zrobiony specjalnie dla tego pisma. Myślę, że sama okładka i rysunek warte są ceny tego periodyku, a w środku jest jeszcze coś do poczytania.

W związku z promocją nowej Baśni i kwartalnika, będziemy, po raz pierwszy, trochę eksperymentalnie sprzedawać gadżety. Będą to koszulki, obydwie z niespodzianką. Jednej nie mogę zdradzić, a druga to po prostu wspomniany rysunek niewolnika, nadrukowany na T-shirt.

Na dziś to tyle. Na koniec chciałem serdecznie pozdrowić pana Jerzego Bukowskiego, którego nie włączyłem do pocztu salonowych durniów, choć lata on po wszystkich blogach i pisze, że jako autor, wydawca i jako człowiek jestem zupełnie do niczego, że się nie nadaję, a jednym moim zajęciem jest nabijanie klikalności własnego bloga. Pana także panie Jerzy zapraszam na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura