Nie pisałem o Owsiaku, chyba nigdy, albo może jeden raz. Nie pisałem, bo nie sposób wytłumaczyć ludziom, którzy dostali coś od WOŚP, na przykład życie dziecka w prezencie, że pomysł pana Owsiaka na ratowanie dzieci to po prostu parapodatek, którym nas obłożyło państwo. Zrobiło to owo państwo dlatego, że pieniądze, które i tak płacimy na ratowanie naszych dzieci przeznaczane są na coś innego. Bynajmniej nie na pałace urzędników, jestem przekonany, że na coś stokroć poważniejszego. I dlatego właśnie wymyślono tego Owsiaka, żeby zbierał od nas raz jeszcze na te dzieciaki. Oczywiście parapodatek nie jest obowiązkowy, nie trzeba płacić, ale promocja owsiakowego parapodatku jest silna, że trudno przejść obok niego obojętnie, poza tym po tylu latach od jego wprowadzenia, zaangażowało się w jego zbieranie i promocję tylu zawodowców, że trudno już będzie to zastopować. Mam teraz w samochodzie radio i codziennie słyszę o tym, że firma KIA produkująca auta także bierze udział w WOŚP. Pewnie nie tylko ona.

Warto uważać co się będzie działo z Owsiakiem dalej, bo nie jest to ostatni parapodatek, którym nas obłożono. Pierwszym, tak jak wszędzie była loteria państwowa. Nie ma przymusu grania, a jednak się gra. Pieniądze z loterii w normalnych warunkach przeznaczone są zwykle na wojnę lub budowę dróg, co w sumie na jedno wychodzi. Na co są przeznaczane pieniądze z naszej loterii państwowej trudno zgadnąć, na pewno nie na to na co powinny. Raz tylko się zdarzyło, że loteria państwowa była parapodatkiem przymusowym. Nie w Chinach bynajmniej i nie w ZSRR, stało się to w Wirginii, w Jamestown, w czasach pierwszej kolonizacji. Pieniądze z nowej kolonii były bardzo potrzebne udziałowcom Kompanii Wirginii, bo mieli oni plan taki by wywołać rewolucję w Czechach i osadzić tam na tronie swojego człowieka. Tak więc wszystkie męty, porywane w Londynie i wiezione za ocean by tam rozpocząć nowe, szczęśliwsze życie, musiały płacić za losy loterii firmowanej przez króla Jakuba. I sami popatrzcie jakie mamy szczęście? My możemy wybrać czy gramy w lotto, czy nie gramy. Ja nie gram. Do puszki też nie wrzucam.

Wczoraj zaś przekonałem się po raz kolejny, że czynię słusznie. Wczoraj gazownia napisała, że NFZ uznał narodzone wcześniej noworodki za zdrowe, a tym samym zmniejszył pulę przeznaczoną na ich ratowanie z 15 tysięcy na głowę do 1 tysiąca na głowę. Gazownia pisze o tym w przeddzień inauguracji corocznego parapodatku WOŚP, a my mamy uwierzyć, że ci co skazali te wcześniaki na śmierć, sama gazownia i wreszcie Owsiak nie są w zmowie, że to tylko taki przypadek. Tamci zabierają dzieciom pieniądze, bo są one potrzebne na coś innego, gazownia się lituje nad dziećmi, a Owsiak posyła inne, biedne i oszukane dzieci na ulicę, żeby trochę dozbierały.

Zobaczcie jak daleko odeszliśmy od systemu „surowej pobożności”. I jak dobrze byłoby gdyby obrzędy katolickie stanowiły ważną, wiele wyraźniejszą oraz mocniej rozbudowaną część naszego życia dziś jeszcze. Mielibyśmy przed sobą ze dwadzieścia lat uporczywej walki i zachowanie tradycji liturgicznej i jej obecność w przestrzeni publicznej. Te świnie najpierw by napisały, że nie wolno organizować procesji, bo są za drogie, potem trzeba by było postarać się o tańsze szaty liturgiczne dla księży, na koniec zaś wynieść z kościołów złoto i wota. Niestety nie upilnowaliśmy sprawy i te etapy mamy już dawno za sobą. Teraz oszczędności dotyczyć będą nas samych i naszych dzieci. Będą nam zabierać dwa, albo nawet trzy razy te same pieniądze, w wszystko po to, by ratować dzieci, które wcześniej zostały przez nich okradzione z naszych pieniędzy. Nad wszystkim zaś miłosiernie pochylać się będą redaktorki z gazowni, w osobach Kublik i tej drugiej i może nawet zapłaczą.