Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
422 obserwujących 2843 notki 11884262 odsłony
coryllus, 19 grudnia 2016 r.

Lejb Fogelman nowym królem Polski

Najpierw ogłoszenie. Dziś i jutro są ostatnie dni, kiedy można coś zamówić w naszym sklepie z nadzieją, że dojdzie do wigilii. W środę już tej szansy nie będzie. Tak więc jeśli ktoś coś planował, a zapomniał niniejszym przypominam o tym terminie. Nie zależy to od nas bynajmniej, ale od tego co się przed świętami dzieje na poczcie, a wszyscy wiemy, że dzieją się tam rzeczy straszne.

 

A teraz do rzeczy. Jak wszyscy wiedzą, a nie dość, że wiedzą to jeszcze szepczą o tym w sposób zwany teatralnym, pojawił się w Polsce były już burmistrz Nowego Jorku Rudolf Giuliani. Pan Giuliani miał się ponoć spotkać z prezesem i stąd właśnie, moim zdaniem, wziął się na ustach prezesa ten lekceważący uśmieszek, który towarzyszył mu przy oglądaniu demonstracji przed sejmem. Tak się jednak składa, że prezes nie był jedyną osobą, dla której pan Giuliani przybył do Polski. Wróble na dachu ćwierkały, że tym drugim człowiekiem, dla którego były już burmistrz Nowego Jorku przybył do Warszawy był Lejb Fogelman.

Pan Fogelman jest postacią znaną w blogosferze, albowiem był tu swego czasu zapraszany. Igor Janke w towarzystwie jakiegoś swojego kolegi, całkiem niewyjściowego, zrobił z nim wywiad. W czasie tej rozmowy pan Fogelman pokazał wyraźnie, że nie jest człowiekiem, którego można lekceważyć, albo traktować protekcjonalnie. Ja to wiedziałem już wcześniej i to bez tej rozmowy, ale po niej tylko się w swoich mniemaniach utwierdziłem.

Pan Fogelman, zanim ujawnił się jako gwiazda blogosfery, roztoczył wokół siebie legendę niezwykle ujmującą. Oto chodził razem z braćmi Kaczyńskimi do szkoły i tam robili różne głupstwa. To znaczy on robił, bo był zgrywusem, a oni czasem się przyłączali, ale częściej nie, bo byli zbyt poważni. Ten rozrywkowy sznyt, który nadaje swojej osobie pan Fogelman jest oczywiście mylący i robiony po to właśnie, by zwodzić nierozgarniętych dziennikarzy. Wiemy, powtórzmy to raz jeszcze, że pan Fogelman jest człowiekiem nadzwyczaj poważnym i bardzo serio. Skąd to wiemy? Z korespondencji z Zytą Gilowską rzecz jasna. I to właśnie, opinia śp. minister finansów, połączona z wizytą Rudolfa Giulianiegio w zupełności, moim zdaniem wystarcza, by nazwać pana Fogelmana nowym królem Polski. A kto był w takim razie poprzednim królem? Jak to kto? Aleksander Smolar rzecz jasna, ale właśnie go zdetronizowali. Przyjechał namiestnik cesarza i wyznaczył następcę, bez fatygowania się do poprzednika z dymisją. Tak to się załatwia w eleganckim świecie.

Ludzie powierzchowni powiedzą, że to fatalnie, bo Smolar miał ten jakże charakterystyczny sznyt intelektualisty-dialektyka, Smolar popadał w zamyślenie nad losem ojczyzny, Smolar budował różne paradoksy, sami pamiętamy jak powiedział, że dla ratowania demokracji można nawet zawiesić czasowo procedury demokratyczne….Smolar był kimś do kogo przywykliśmy. No, ale teraz zmiana. Czy na lepsze? Ja sądzę, że tak. Oczywiście temperament pana Fogelmana może niektórych irytować. To tak, jakby ktoś obsadził Joe Pesci w roli króla Leara, ale ja jestem dobrej myśli. Uważam, że intelektualny sznyt Smolara był pozorowany i, jak to czasem mawia mój kolega, wysiłkowy. Fogelman zaś jest człowiekiem naturalnym. Oczywiście, jak wszyscy prawnicy dwulicowym, a może nawet trójlicowym, ale nie przynudza przy tym i jest wesoły. No i o wiele bardziej dyskretny. Nie pokazuje się za często w mediach.

Pomyśleliście pewnie, że szydzę trochę. A gdzie tam, ja próbuję po prostu zracjonalizować nieuchronne i jak zwykle stanąć w prawdzie. Nie ma się co boczyć i zżymać, trzeba powiedzieć jak jest. Jeśli Giuliani przyjeżdża do Polski, żeby się spotkać z Lejbem Fogelmanem, a przy okazji z prezesem, to znaczy Fogelman jest ważniejszy. A skoro jest ważniejszy od prezesa, to może być tylko królem, bo niby kim miałby być?

Popatrzmy teraz na lokalną hierarchię. Mamy całą jawną strukturę państwa, a i tak wiemy, że najważniejszy jest prezes. Mamy środowiska wpływające na opinię, które właśnie, dzięki nowej nominacji na króla odchodzą w przeszłość. Nie mogą się z tym pogodzić i robią różne szopki. Nowy król jednak nie zaprząta sobie nimi głowy, od takich spraw jest prezes, rząd i prezydent, marszałkowie sejmu i inni ludzie, których lansują i opisują nowe środowiska kształtujące opinię czyli nasi. Ich rolą jest utrzymanie tej fikcji, pielęgnowanie jej, pucowanie, chuchanie i dmuchanie. Wszystko po to, by lud się nie zorientował jak sprawy mają się naprawdę. Kłopot w tym, że nie ma już żadnego ludu. Polacy to ludzie, w jakiś tam sposób poinformowani i odporni na wiele rzeczy. Stać nas, myślę, na przełknięcie tej, niełatwej, ale przecież nie znowu tak trudnej prawdy, jaką zawarłem w tytule.

Kłopot jest jedynie w tym, by nasz nowy król nie traktował nas jak ciemnej masy, co łatwo może się zdarzyć jeśli Igor Janke z tym drugim jeszcze raz przeprowadzą z nim wywiad. On może pomyśleć, że my wszyscy jesteśmy tacy jak ten kolega Igora i zamiast z szacunkiem zacznie się do nas odnosić z lekceważeniem, jak do tamtego. Powiem Wam, że nie będzie łatwo, bo tak zwane środowiska, które z całą pewnością wiedziały o nominacji już wcześniej, tylko marzą o tym, by położyć się plackiem przed panem Fogelmanem i czekać na jedno jego łaskawe spojrzenie. Nie ma nic gorszego niż plastelinowe elity reprezentujące twardy naród. To jest prawdziwa katastrofa, a my właśnie, mam wrażenie, tkwimy w samym środku tego ambarasu. To się nie zmieni łatwo. No, ale próbować trzeba, czy to z tym czy innym królem, próbować trzeba. Nigdy nie jest bowiem powiedziane, że Giuliani czy nowy namiestnik nie przyjedzie tu znowu i nie spotka się z kimś innym, z jakimś mniej znanym prawnikiem. Poczekajmy, zobaczymy….

W nadchodzącym roku czeka nas mnóstwo wyzwań. Nas tutaj, ludzi zgromadzonych wokół tego bloga. Nie możemy się przy realizacji tych zadań oglądać na nikogo, ani na nasze nowe elity, ani nawet na pana Fogelmana. Musimy robić swoje. Wiem o tym na pewno. Oto przypadkiem zupełnie trafiłem na pochodzące z października nagranie, w którym widać szefa Teologii Politycznej niejakiego Karłowicza. Tłumaczy on tam, że Teologia, chce wydać nową edycję dzieł Platona, ale nie ma pieniędzy i musi urządzić składkę. No, a ta edycja to jest, według Karłowicza rzecz dla kultury polskiej obecnie najważniejsza.

Wszyscy wiemy, że to kłamstwo, a Platon służy temu jedynie, żeby redaktorzy z tej całej Teologii podnieśli sobie samoocenę i mogli się trochę bardzie zrealizować towarzysko. To jest właśnie, choć wielu się nie zgodzi ze mną, formacja ideowa wyrastająca wprost ze szkoły Aleksandra Smolara. Z jego sposobu ujmowania spraw i opisywania zjawisk. Ktoś powie, że Teologia to nasi, a Smolar to oni, jasne, jasne….oni, nasi. Teraz mamy nowego króla i wszystko będzie inaczej. Niech się Karłowicz zwróci do jego kancelarii po dotację na edycję tego całego Platona i zobaczymy co usłyszy. Bardzo jestem ciekaw...i z tym Was zostawiam.

 

Chcemy wydać w nadchodzącym roku wielki i bogaty album o Sacco di Roma, czyli spaleniu Rzymu przez protestantów w roku 1527 i na ten projekt potrzebujemy pieniędzy, bo sam nie zgromadzę takiego budżetu. Autorem tej pracy będzie Tomek. Jeśli ktoś ma taką wolę niech pomoże. Oto numer konta:


 

41 1140 2004 0000 3202 7656 6218


Wszystkich tradycyjnie zapraszam na stronę www.coryllus.pl i przypominam, że do 1 stycznia trwa duża promocja na niektóre tytuły. 

Targi Bytomskie odbędą się w przyszłym roku w pierwszy weekend czerwca, wszystkich już teraz serdecznie zapraszam


 

Przypominam, że nasze książki są dostępne w następujących punktach: księgarnia Przy Agorze, sklep FOTO MAG oraz księgarnia Tarabuk  

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze

Tematy w dziale